Styczeń 28

rynkowe neverending story

słupki wjazdowe na ulicy Raciborskiej

fot. rybnik.com.pl

19 stycznia br. zostały wprowadzone zmiany zasad ruchu samochodów w Rybnickiej Strefie Śródmiejskiej, czyli w obrębie rynku i przyległych ulic. I nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że coraz trudniej porachować, ile tych zmian już było na przestrzeni kilku ostatnich lat i jaki każda z nich miała sens.

Wokół sprawy wjazdu do RSŚ batalia toczy się od lat. To klasyczne polskie piekiełko. Po jednej stronie barykady mamy pieszych, którzy oczekują maksymalnej swobody w przemieszczaniu się po płycie rynku, a z drugiej właścicieli posesji czy lokali handlowych, którzy z różnych względów potrzebują dojechać do swojego miejsca zamieszkania czy pracy. Jak zwykle jedna strona sporu wydaje się mieć w głębokim nosie argumentację tej drugiej. A prezydent miasta wraz z zapleczem urzędników znajdują się, jak to zwykle bywa, między młotem a kowadłem.

Ostatnimi zmianami, czyli tymi z 19 stycznia, nowy prezydent wydaje się wychodzić naprzeciw postulatom mieszkańców i handlowców, którzy po zmianach wprowadzonych w końcówce rządów Fudalego zostali z przysłowiową ręką w nocniku. I tak od teraz można wjeżdżać na rynek w szerszym zakresie godzinowym rano, ale można też po południu. Nawet w tej sytuacji pojawiają się jednak głosy krytyki, i to z obydwu stron, w stylu: na co komu zgoda na dostawę towaru o piątej rano?, czy: znów idzie ku staremu.

Dla prezydenta Fudalego kwestia ruchu kołowego na rynku stanowiła od lat gorący kartofel. Kartofel, którego nijak nie umiał się pozbyć, a tym samym definitywnie rozwiązać problemu. Wcześniej dostępu do rynku broniły (nieskutecznie) szlabany, biletomaty i barierki na ulicach wyjazdowych. Jeśli sięgnąć jeszcze bardziej wstecz, był nawet strażnik miejski, który bez względu na deszcz, mróz czy upał, stał cierpliwie na Raciborskiej i wręczał kierowcom karteczki. I ani strażnik, ani szlabany zupełnie nie radzili sobie z przesadnie dużą liczbą samochodów zaparkowanych na rynku. Wydawało się, że w listopadzie ubiegłego roku, gdy wprowadzono nowe, drakońskie zasady, problem został po raz pierwszy rozwiązany na dobre. Ale nie został. Owszem, samochodów z rynku drastycznie ubyło, ale tak naprawdę bitwę wygrała po prostu jedna z opcji. Handlowcy i mieszkańcy zostali z niczym. Z nowym rokiem, już nowy włodarz miasta, nabrzmiały problem zaczął ostrożnie odkręcać. Czy skutecznie? Czas pokaże.

Dotychczas żadne z przyjętych rozwiązań nie okazało się na tyle skuteczne, by raz na zawsze problem załatwić. Moim zdaniem to nie jest ostatnia zmiana i na taką jeszcze długo przyjdzie nam poczekać. Dlaczego? Bo problem ograniczonego ruchu w RSŚ nie polega na złym prawie, tylko na skutecznym jego egzekwowaniu. Nawet za Fudalego zasady te nie były najgorsze. Powiedzmy sobie szczerze: problem nie polega na braku rozwiązań prawnych, takich czy innych, ale na niemocy Straży Miejskiej w jego egzekwowaniu. Bo przecież można nie przymykać oka na bryki parkujące obok Ristorante, których właścicielom, mającym w tyle wszystkie regulacje, włos jakoś z głowy nie spada. Podobnie z resztą z samochodami zaparkowanymi naprzeciw księgarni Orbita i innych podobnych miejscach.

* * * * *

Na koniec jeszcze jedna kwestia, która ostatnio mnie zaskoczyła. Prezydent Kuczera, omawiając nowe zasady, wspomniał o obowiązku „wymeldowania” pojazdu ze strefy na bramce wyjazdowej. W przypadku braku takiego wymeldowania, samochód nie będzie mógł wjechać ponownie na teren RSŚ. Tylko który z kierowców będzie o tym pamiętał, mając głowę zaprzątniętą problemami dnia codziennego?

Wiadomo, że w urzędzie miasta to nie prezydent pochyla się nad każdym szczegółem, bo nie od tego jest. Wpadki będą się zdarzać i moim zdaniem z takiej wpadki pan prezydent właśnie musi sobie zdać sprawę. Powiem nawet więcej: to poważny błąd architektoniczny, który trzeba jak najszybciej naprawić! Jak powiedzieliby moi koledzy po fachu, to błąd usability albo błąd interfejsu. I nie twierdzę wcale, że taki system nie zadziała. Zadziałał 19 stycznia i nadal działa. Ale jest to działanie koślawe, a urzędnicy będą z tym mieli swoiste Neverending Story.
Jak to naprawić? Są różne sposoby. Przecież systemy rozpoznające numery rejestracyjne są w stanie robić to przy „normalnych” prędkościach (tutaj wystarczy 30-40 km/h). Podobne rozwiązania od dawna funkcjonują przy fotoradarach i sprawdzają się przy znacznie większych prędkościach. A jeśli to zawiedzie, może trzeba pomyśleć o automatycznym wymeldowaniu po jakimś z góry zdefiniowanym czasie (tzw. timeout)?
Akurat w przypadku RSŚ nie znam zastosowanej technologii. Wiem jedno: z punktu widzenia użyteczności, ta metoda po prostu leży na łopatkach. Z prawnego punktu widzenia wprowadzenie takiej zmiany wydaje się trywialne, bo ów obowiązek „wymeldowania” nie jest regulowany zarządzeniem. Trzeba tylko (albo aż) poprawić technologię.

Tagi: , , , , , , ,

Opublikowano 28 stycznia 2015 przez Dariusz Grzesistaw kategorii Rybnik, samorząd, społeczeństwo

Liczba komentarzy: 1

Odpowiedz na „MałgosiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>